Kowadło Kuźnicy dla Jerzego Treli

Treść laudacji (Jan Gűntner):

Motto: Ich bin ein deutscher Dichter.

Bekannt im deutschen Land:

Nennt man die besten Namen,

So wird auch der meine genannt. (Heinrich Heine)

Jam jest niemiecki poeta,

I kraj niemiecki mnie zna;

Wymień najlepsze nazwiska,

To wśród nich będę i ja. (Przekład JG)

 

Jerzy Trela – spełniony laureat Kowadła.

Działalność na wielu polach: Teatr, Film, Telewizja, Pedagogika, Działalność publiczna,

Życiorys:

Jerzy Trela (ur. 14 marca 1942 w Leńczach) – polski aktor, poseł na Sejm PRL IX kadencji. Absolwent Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, profesor zwyczajny tej uczelni, jeden z twórców teatru STU; na stałe związany z Krakowem, występował w tamtejszym Teatrze Rozmaitości, od 1969 r. w Starym Teatrze. W latach 1984-1990 był rektorem krakowskiej PWST.

Stworzył wiele wybitnych kreacji aktorskich, m.in. w Dziadach, Wyzwoleniu, Hamlecie. W Teatrze Telewizji stworzy 140 postaci, zapisanych trwale w pamięci widzów. (Teatr Telewizji, seriale Kolumbowie, Stawka większa niż życie, Ekstradycja 2). Występował też w 70-ciu filmach (Człowiek z żelaza, Kobieta samotna, Quo vadis, Pan Tadeusz, Anioł w Krakowie i inne) i produkcjach telewizyjnych.

Działalność publiczna: W latach 1986-1989 był członkiem Narodowej Rady Kultury; pełnił mandat posła IX kadencji (1985-1989) na Sejm PRL z ramienia PZPR. Członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL Wojciechu Jaruzelskim.

Dwukrotny laureat Nagrody im. Aleksandra Zelwerowicza – przyznawanej przez redakcję miesięcznika „Teatr”. Za sezon 1990/1991, za rolę Ojca w „Ślubie” Witolda Gombrowicza w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Za sezon 1998/1999, za rolę Samuela w „Sędziach” Stanisława Wyspiańskiego Teatrze Narodowym w Warszawie. Nagroda m. Krakowa (i kilkadziesiąt innych).

Odznaczenia:  Kawaler Krzyża Kawalerskiego (1981) i Komandorskiego (2000) Orderu Odrodzenia.

Pisanie o Treli jest trudne. Trzeba używać superlatywów, a tego Laureat nie lubi. Zawsze wietrzy w tym jakiś podstęp albo nieszczerość. Ograniczam się do suchych faktów i Jego własnych wypowiedzi.

Dzieciństwo i młodość;

Jerzy Trela, aktor teatralny i filmowy. Urodził się 14 marca 1942 roku w podkrakowskich Leńczach. Miał pójść w ślady ojca i dziadka i zostać kolejarzem. Mówi o sobie: „Gdy miałem kilka lat, chciałem być maszynistą jak mój tata. Gdy miałem niecałe dziewięć lat, w moim życiu zdarzyła się tragedia. Śmierć ojca, nagła, niespodziewana. Mieszkałem wtedy u wujka we Wrocławiu. Dopiero, gdy dojechaliśmy do Krakowa, powiedział mi o śmierci ojca. To był ogromny wstrząs. Pogrzeb był dla mnie niesamowicie przykrym przeżyciem. Zostawił we mnie piętno na całe życie. Wtedy pojawił się uraz i chociaż mama chciała, żebym poszedł do technikum kolejowego, z całą świadomością zrobiłem wszystko, aby nie zdać tam egzaminu. Postanowiłem więc nie kontynuować tradycji rodzinnej. Matka wciąż się borykała z życiem. To zaczęło się po śmierci ojca, gdy odebrano jej wyszynk, który prowadziła w Leńczach. I została nam tylko bardzo skromna renta po ojcu, ogromnie krzywdząca. Edukacja i początki.

Mówi o sobie: „Fascynowała mnie tajemnica, którą ma w sobie Kraków. Trudno nawet określić, czym ona jest. Coś ciągnie tutaj człowieka. Szkolne wycieczki – jak pamiętam – były męczące. Cały dzień chodziliśmy po mieście, a wieczorem, tacy zmordowani, szliśmy jeszcze do teatru. Ale tam były wygodne fotele i można było się przespać. To była połowa lat pięćdziesiątych. Trudno narzekać na ciężkie dzieciństwo, ale ja właśnie takie miałem. Nie ja jeden zresztą.” Przez pół roku mieszkałem u wujka we Wrocławiu i tam chodziłem do liceum. Ale od dziecka miałem sentyment do Krakowa, bardzo mnie tu ciągnęło. Nawet do tego stopnia, że dałem sobie zoperować wyrostek robaczkowy, żeby tylko zostać w Krakowie i nie wracać do Wrocławia. Doszedłem do wniosku, że gdy pójdę do szpitala, zostanę w Krakowie. Po operacji z nudów trochę rysowałem. No i ktoś zamówił portret i zapłacił 10 złotych. A za drugi dostałem już dwa razy więcej. To dla mnie, dla dziecka, była góra pieniędzy. I wtedy jeden z pacjentów zasugerował mi, żebym poszedł do liceum plastycznego. W końcu trafiłem do domu dziecka w Krzeszowicach, skąd – załatwiając mi internat w Krakowie – wyciągnął mnie wspaniały człowiek, dyrektor liceum plastycznego Józef Kluza” Kończy liceum plastyczne, w którym poznaje swoją przyszłą żonę, Georgette.

Mówi: ” Nie było mnie stać na studia i gdy pojawiła się szansa na zarabianie pieniędzy, skorzystałem z niej. Podejmuje pracę w Teatrze Lalkowym przy ówczesnym Domu Kultury Huty im. Lenina, prowadzonym przez Zbigniewa Poprawskiego.

Mówi: „W teatrze robiłem lalki, dekoracje, maski. No i zacząłem grać. A po spektaklu, który zagraliśmy na festiwalu w Pradze, Zofia Jaremowa zaproponowała mi, chociaż nie miałem dyplomu, prawdziwy etat aktorski w Grotesce. Nie będąc dyplomowanym aktorem, miałem o jedną czwartą wyższą gażę od pensji, którą dostałem później w teatrze, jako magister sztuki, po ukończeniu szkoły teatralnej z wyróżnieniem”. Po wielokrotnych namowach Zofii i Władysława Jaremów i koleżanek i kolegów z Groteski m. in. Juliusza Wolskiego, zdaje do PWST w Krakowie i zostaje przyjęty na studia. Jeszcze w czasie studiów nawiązuje współpracę z Teatrem STU, który uważa go za swego współzałożyciela.

Mówi: „Spotkałem wspaniałych ludzi, którzy czegoś pragnęli, do czegoś zmierzali. I tak powstał Teatr Stu.”

Zagrał w nim m. in. rolę Popryszczyna w Pamiętniku wariata Mikołaja Gogola w insc. Krzysztofa Jasińskiego: Mówi: „Z tym spektaklem pojechaliśmy na międzynarodowy festiwal do Erlangen w RFN. Gdy zobaczyliśmy inne wspaniałe, bogate inscenizacje, chcieliśmy się wycofać. Baliśmy się, że wygwiżdże nas publiczność, bo mieliśmy na scenie do dyspozycji tylko siebie, krzesło i język dla nikogo niepojęty. I stało się coś przedziwnego. Po paru minutach zaczęliśmy słyszeć ciszę i doszliśmy w tej ciszy do końca spektaklu. A potem były brawa na stojąco. Ci ludzie spotkali się z teatrem, który był dla nich nowością, i chociaż nie rozumieli słów, nasze stany emocjonalne były dla nich czytelne.” Przedstawienie to wyróżniono na festiwalu Pierwszą Nagrodą w 1966 roku. Po ukończeniu studiów podejmuje pracę w Teatrze Rzomaitości u Haliny Gryglaszewskiej; Role: M. Gogol Nos (1969 – reż. Jan Łukowski) Michaił Bułhakow Ucieczka (1969 – reż. H. Gryglaszewska) Od 1970 roku nieprzerwanie do dziś jest związany ze Starym Teatrem w Krakowie. Mówi: „Stary był i wciąż jest moim ukochanym teatrem. Tu zostawiłem wszystko, co dla mnie najważniejsze. I nawet dla niego wchodziłem w politykę, czego, moim zdaniem, artysta nie powinien robić. Ale dla dobra teatru zostałem posłem. Był czas, kiedy w Polsce aktorom przypisywano misję społeczną, polityczną. Nobilitowano nas i może aktorzy za bardzo w to uwierzyli? Myśleli, że zawsze będą na specjalnych prawach? Misja – to się nam czasami przytrafia. Mam świadomość, że to było ze szkodą dla mnie – aktora, ale mimo to nie żałuję.” Rozpoczyna się trwająca całe dziesięciolecia współpraca z Jerzym Jarockim. Czeladnik w „Szewcach” (1971) Agent Murdel-Bęski w „Matce” (1972) W przedstawieniach Konrada Swinarskiego Dziadach (1973) i Wyzwoleniu (1974), gra role Konrada Gustawa i Konrada, które zasługują niewątpliwie na miano wybitnych kreacji.

Mówi: „To było potworne obciążenie, bo wiedziałem, że nie jestem w stanie zrobić tego, co Gustaw Holoubek. Ale Swinarski chciał innego bohatera. Człowieka zwykłego. Jego Konrad zszedł z piedestału, wszedł na scenę z ulicy. To nie miała być tylko walka z zewnętrznym zniewoleniem, ale też z tym wewnętrznym, z własną męką, z samym sobą. Swinarski uporządkował mi „Dziady” w sensie interpretacyjnym. Te całonocne dyskusje, praca w gorączce, to była dla mnie wielka lekcja romantycznego teatru, Postać Gustawa Konrada to zupełnie nowa jakość w moim aktorstwie. Wszyscy byliśmy zafascynowani Konradem Swinarskim.” W przedstawieniach Jerzego Jarockiego, Konrada Swinarskiego, Andrzeja Wajdy, Kazimierza Kutza i Krystiana Lupy zagrał role różnorodne: od epizodów po bohaterów pierwszego planu, role, które należą do największych osiągnięć polskiego aktorstwa.

Mówi: „Nigdy nie oceniam swoich ról. Są oczywiście takie, które sprawiają mi szczególną satysfakcję. Bywa nawet, że niektóre dopiero po dziesięciu, a czasem nawet po piętnastu przedstawieniach stają się dla mnie naprawdę jasne i przejrzyste. Należę do tych, którzy wierzą, że aktorstwo pozwala lepiej poznać siebie samego.” To już dojrzałość. Pełnia. Jerzy Trela wkracza na scenę polską, jako samodzielny, autonomiczny podmiot. Warszawianka Stanisława Wyspiańskiego (1976), gdzie przejmująco zagrał słynną, obciążoną tradycją Ludwika Solskiego rolę Stary Wiarus. Kontynuował współpracę z Jerzym Jarockim w takich przedstawieniach, jak: Rewizor Mikołaja Gogola (1980), Mord w katedrze Thomasa S. Eliota (1982) i Życie snem Calderona (1983). W Portrecie Sławomira Mrożka (1988) stworzył postać Anatola.

Mówi: „Nigdy nie oceniam swoich ról. Są oczywiście takie, które sprawiają mi szczególną satysfakcję. Bywa nawet, że niektóre dopiero po dziesięciu, a czasem nawet po piętnastu przedstawieniach stają się dla mnie naprawdę jasne i przejrzyste. Należę do tych, którzy wierzą, że aktorstwo pozwala lepiej poznać siebie samego.” Teraz już (pomijając chronologię, a tylko skupiając się istocie kreacji aktorskich Treli) powstają dzieła jak „Ślub” Gombrowicza (1991), Mefistofeles w „Fauście” Johanna Wolfganga Goethego (1997). Hamlet, Dybuk, Affabulazione- Passoliniego, Termopile Polskie, Współpracował z Andrzejem Wajdą w „Z biegiem lat, z biegiem dni…” (1978), „Hamlecie” Williama Szekspira (1981), „Dybuku” An-skiego (1988). Aktor pracuje również z twórcami o pokolenie młodszymi: Krzysztofem Babickim – Ojciec w „Affabulazione” Piera Paolo Pasoliniego (1985), „Termopile polskie” Tadeusza Micińskiego (1985) i Krystianem Lupą – Odys w „Powrocie Odysa” Stanisława Wyspiańskiego (1981), Joachim von Pasenov w „Lunatykach II” według Hermanna Brocha (1998). Mówi o sobie: ”Ja jestem praktykiem. Zaczynając pracę nad rolą, staram się doprowadzić do stanu zerowego. I nie korzystać z doświadczeń i chwytów, których już kiedyś użyłem. Jeśli można to symbolicznie ująć, to bywam po drugiej stronie rampy i jeśli już na coś patrzę, to na publiczność, a nie na teatr. Oczywiście orientuję się jednak, co się dzieje w teatrze, a dzieje się różnie – raz lepiej, raz gorzej. Nie narzekałbym jednak na teatr. Słyszę o kryzysie teatru odkąd zacząłem w nim pracować, a było to ponad 40 lat temu. Ja się tym nie przejmuję. Są oczywiście chlubne wyjątki. Mówię tutaj o takich wybitnych osobistościach jak Kantor czy Grotowski. To taki fundament, podstawa, z której startuję do pracy nad rolą. Nauczyli mnie tego i Jerzy Jarocki, Konrad Swinarski i Jerzy Grzegorzewski. Miałem możliwość współpracy z nimi. W scenariuszach Dostojewskiego, w sztukach Szekspira, Eurypidesa, Sofoklesa, Mrożka. To oni mnie w teatrze zatrzymali. Ale jakoś w Starym źle się zaczęło dziać. A na dodatek zaczęto mnie szarpać to z jednej, to z drugiej strony. Nie chciałem być instrumentem, nie chciałem być manipulowany. Za dużo w życiu mną manipulowano, także poza teatrem. Już nie chciałem, aby tak było kiedykolwiek, i odszedłem. Gdy zrezygnowałem, mogłem wziąć jakiś serial w telewizji, ale tego chciałem uniknąć za wszelką cenę. Miałem propozycję wystąpienia w sitcomie. Dzięki tej roli mógłbym sobie kupić dom. Domu nie kupiłem, ponieważ nie potrafię przez rok być niewolnikiem jednego wygłupu. W gatunkach popularnych ulega się gustom publiczności. Jest to śliska i niebezpieczna droga, ponieważ sztuka powinna uwrażliwiać ludzi, odwoływać się do ich potrzeb duchowych. Nie powinna schodzić do pozycji hamburgera. Dlatego chętnie przyjąłem propozycję pracy w Teatrze Narodowym. Wiarę podtrzymał we mnie udział w Sędziach Grzegorzewskiego w Teatrze Narodowym. Czasem potrzebne jest potwierdzenie, że to, co się robi, jest słuszne.”

Taką akceptacją stała się pierwsza nagroda na Opolskim Festiwalu Sztuk Polskich oraz prestiżowy Feliks Warszawski za rolę Samuela w Sędziach, którymi uhonorowano „przybysza” z Krakowa. Jerzego Trelę. Teatr Narodowy, W-wa Wyspiański; Sędziowie (1999) i Wesele (2000) Grzegorzewskiego; kreował postać Prospera w „Morzu i zwierciadle” na motywach poematu Wystana Hugh Audena, kolejnej inscenizacji Grzegorzewskiego. (2002) Mówi: „W moim wieku i z tym przywiązaniem do Krakowa nie mógłbym przenieść się do Warszawy. I mimo, że tam mam kolegów, to tu są moje korzenie. Tu mam blisko do swoich gór. Głupotą byłoby się tam przenosić. Jeszcze za życia Jerzego Bińczyckiego, za jego namową, wycofałem rezygnację. Zagrałem w Starym Teatrze w „Karierze Artura Ui”, gram w „Fauście” i „Lunatykach”. I nadal z wiarą, niecierpliwością czekam na to, co będę mógł robić w Starym Teatrze z zespołem, z którym tak wiele mnie łączy.” Niedługo potem po śmierci Jerzego Bińczyckiego miało się kazać, że serdeczną troską Starego Teatru stało się „wypchnięcie” Treli na „wolny rynek”. Stary Teatr: Damy i huzary oraz Pieszo – Kutz; Wyzwolenie. Tango Gombrowicz, (gościnnie)Ateneum Król Edyp Sofoklesa insc. Holoubka (2004) Stu –Kazanie ks. Bernarda wg. Kołakowskiego;(2006) Teatr Polonia (Krystyny Jandy) Becket Szczęśliwe dni oraz Wassa Żeleznowa Gorkiego. Jerzy Trela ma w swoim dorobku ponad 140 ról w Teatrze TV. Słynne inscenizacje Kutza, Stalin z Łomnickim) i Dzieci Arbatu, Kartoteka Rozrzucona, Antygona w Nowym Yorku, Prorok Ilia i Car Mikołaj Słobodzianka, Gwiazdorski „Trąd w Pałacu Sprawiedliwości” gdzie idzie w zawody z Holubkiem i Zapasiewiczem (reż. Morgenstern) – jeszcze śą Płatonow Czehowa (Hussakowski), Do piachu Różewicza (Kutz), Wróg ludu Ibsena (Jan Błeszyński), Płaszcz Gogola, (Domagalik) i wiele innych. Na dużym ekranie Jerzy Trela potrafił odnaleźć się w bardzo różnych filmowych poetykach. W kinie, jak sam przyznaje, zawsze jest obsadzany po najmniejszej linii oporu, po tak zwanych „warunkach” – wyglądzie zewnętrznym. Spośród ponad siedemdziesięciu ról filmowych kilkanaście zasługuje na szczególne wyróżnienie. Natan – syn karczmarza Samuela w filmowej wersji „Sędziów” według dramatu Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Konrada Swinarskiego z 1974 roku, Radziwiłł Mikołaj Czarny w serialu telewizyjnym „Królowa Bona” (1980, reż. Janusz Majewski), wrażliwy, tłumiący w sobie tajemnicę sprzed lat Jan w „Aniele w szafie” (1987, reż. Stanisław Różewicz), Sztygar Grela w „Magnacie” (1986, reż. Filip Bajon), Pan Bronek w filmie „Trzy kolory. Biały” (1993, reż. Krzysztof Kieślowski), Józef, ojciec Kuby w „Autoportrecie z kochanką” (1996, reż. Radosław Piwowarski). Był przywódcą strajku w Kopalni Wujek w filmie „Śmierć jak kromka chleba” (1994, reż. Kazimierz Kutz), Podkomorzym w „Panu Tadeuszu” (1999, reż. Andrzej Wajda) i Chilonem Chilonidesem w „Quo Vadis” (2000, reż. Jerzy Kawalerowicz).

Na dużym ekranie Jerzy Trela potrafił odnaleźć się ostatnio w bardzo różnych filmowych poetykach. Można go było oglądać m.in. jako kloszarda w refleksyjnej, poetyckiej komedii „Anioł w Krakowie” (2002, reż. Artur Więcek „Baron”) i w jej kontynuacji „Zakochanym Aniele” (2006), a także Wizuna w „Starej baśni” (2003, reż. Jerzy Hoffman), cara Aleksego w „Ubu król” (2003, reż. Piotr Szulkin), czy gangstera Cygaro w filmie sensacyjnym „Skorumpowani” (2008, reż. Jarosław Żamojda). Nowe filmy są jeszcze przed premierami i mają jedynie robocze tytuły. Mówi: „Trzeba balansować między męką a rozkoszą. Tylko na tych najwyższych uniesieniach można robić dobrą sztukę. Jak się robi letnio, to i sztuka wychodzi nijaka. Oczywiście, z czasem dochodzi zawodowstwo, które jest teraz nie w modzie. Młodzi ludzie uważają, że od razu są artystami. Zapominają, że najpierw trzeba stać się zawodowcem. Artystą zostaje się później. Wszyscy wybitni artyści, od Dąbrowskiego po Lupę, byli najpierw zawodowcami, a dopiero potem stawali się artystami.” Działalność pedagogiczna: Od 30 lat oddaje się działalności pedagogicznej. W latach 1984 -1990 był rektorem krakowskiej PWST. Za jego kadencji nastąpiło przeobrażenie programowe uczelni. W tym czasie uczelnia uzyskała nowy budynek ze sceną, w którym działa do dziś. Jeśli przyjąć, że rocznie opuszcza ją 15 dyplomantów, to w czasie trzydziestoletniej działalności pedagogicznej Jerzego Treli kilkaset osób zetknęło się z jego fascynującą osobowością i etosem pracy, któremu hołduje Laureat Kowadła.

Działalność publiczna: W latach 1986-1989 był członkiem Narodowej Rady Kultury; pełnił mandat posła IX kadencji (1985-1989) na Sejm PRL z ramienia PZPR. Członek Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL Wojciechu Jaruzelskim. Dwukrotny laureat Nagrody im. Aleksandra Zelwerowicza – przyznawanej przez redakcję miesięcznika „Teatr”. Za sezon 1990/1991, za rolę Ojca w „Ślubie” Witolda Gombrowicza w Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Za sezon 1998/1999, za rolę Samuela w „Sędziach” Stanisława Wyspiańskiego Teatrze Narodowym w Warszawie. Odznaczenia Kawaler Krzyża Kawalerskiego (1981) i Komandorskiego (2000) Orderu Odrodzenia Polski. Jeśli zapytać go, kto znalazł się wśród jego mistrzów, bez wahania odpowiada: Jarocki, Swinarski i Kutz.. Jeśli pytać o przyjaciół mówi: Jurek Bińczycki i Kazio Kutz.

Na koniec tajemnica Jerzego Treli:

Mówi: „Aktor jest i prorokiem, i błaznem jednocześnie. Pewien zaprzyjaźniony redaktor telewizyjny wołał za mną na ulicy: „Cześć komediancie”. Bawiło mnie to tym bardziej, że w tym okresie grałem bardzo poważne romantyczne role. Tu nie ma nic bezkarnie. Pracując swoim organizmem, psychiką, systemem nerwowym, ciałem, jak mogę czuć się bezkarnie? Teraz mam przedstawienie „Wielkie Kazanie Księdza Bernarda”, wg Leszka Kołakowskiego, kiedy schodzę ze sceny i ściągam koszulę, to ona jest mokra. Ta praca to wielki wysiłek. Ona kosztuje. Teatr jest i będzie iluzją, teatr to nie życie. Oczywiście, im bliżej jesteśmy życia, tym bardziej potrafimy go dotknąć, otrzeć się o nie na scenie, ale to nigdy nie będzie prawda. Przecież ja nie gram dla siebie. To jest, owszem, moja satysfakcja i przyjemność, ale głównym celem jest stworzenie jak najbardziej wiarygodnej iluzji dla widza, którego chcę przekonać, poruszyć, wzruszyć, a czasem rozśmieszyć, nigdy ogłupić.”

Jan Gűntner